Strona główna » Blog » Podwyżka CIT dla banków do 30% – czy zapłacisz za to wyższymi prowizjami?
NBP i KNF oficjalnie potwierdzają: wyższy CIT dla banków przełoży się na ceny usług bankowych. Prowizje, marże kredytowe i opłaty za konto mogą wzrosnąć, a oprocentowanie lokat – spaść.
Rząd podnosi podatek dochodowy dla banków z 19% do 30%. Mówi: opodatkujemy rekordowe zyski sektora. Banki odpowiadają: zapłacą klienci. NBP i KNF – instytucje, które nie mają interesu w obronie żadnej ze stron – potwierdzają stanowisko banków. W opiniach do projektu ustawy wprost piszą o „wzroście cen usług bankowych”.
Co to oznacza dla twojego portfela? Wyższe opłaty za konto. Droższe kredyty. Niższe odsetki od oszczędności. Skala zależy od polityki konkretnego banku, ale kierunek zmian jest jednoznaczny.
Od 2026 roku banki i SKOK-i zapłacą CIT w wysokości 30% zamiast dotychczasowych 19%. Stawka spadnie do 26% w 2027 roku i ustabilizuje się na poziomie 23% od 2028 roku.
Ustawa podpisana przez prezydenta wprowadza trzyletni harmonogram podwyżek. Pierwszy rok uderza najmocniej – skok o 11 punktów procentowych. Potem stopniowe wygaszanie do poziomu 23%, czyli wciąż o 4 punkty procentowe więcej niż przed zmianą.
Regulacja dotyczy wszystkich banków komercyjnych działających w Polsce oraz spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Nie ma znaczenia wielkość instytucji ani struktura właścicielska. PKO BP, mBank, ING Bank Śląski, BNP Paribas, VeloBank – wszystkie podlegają nowej stawce.
Ministerstwo Finansów uzasadnia zmianę potrzebami budżetowymi. Dodatkowe wpływy mają finansować wydatki społeczne i nakłady na obronność. Resort wskazuje też na rekordowe zyski sektora bankowego jako argument za wyższym opodatkowaniem.
Banki płacą również podatek bankowy w wysokości 0,44% od aktywów. Po podwyżce CIT efektywna stopa opodatkowania sektora przekroczy 40%, co plasuje Polskę w czołówce UE pod względem obciążeń fiskalnych banków.
Podatek bankowy funkcjonuje od 2016 roku. Naliczany jest od sumy aktywów pomniejszonej o fundusze własne i obligacje skarbowe. Stawka 0,44% rocznie (0,0366% miesięcznie) dotyczy aktywów powyżej 4 mld zł.
Łączne obciążenie składa się więc z dwóch warstw: CIT od zysku plus podatek bankowy od aktywów. Związek Banków Polskich wylicza, że efektywna stopa opodatkowania sektora przekroczy 40% zysku brutto. To oznacza, że z każdych 100 zł zysku bank oddaje państwu ponad 40 zł.
Mechanizm przerzucania kosztów działa tak: bank ma trzy sposoby na pokrycie wyższego podatku – obciążyć klientów wyższymi opłatami, obniżyć dywidendy akcjonariuszom lub ograniczyć akcję kredytową. Doświadczenie z podatkiem bankowym pokazuje, że znaczna część obciążenia trafia do klientów.
Ekonomiści nazywają to incydencją podatkową. Formalnie podatek płaci bank. Realnie koszt rozkłada się między różne grupy: klientów, akcjonariuszy, pracowników, a pośrednio – całą gospodarkę przez ograniczenie kredytowania.
Badania dotyczące wprowadzenia podatku bankowego w 2016 roku wskazują, że znacząca część obciążenia została przerzucona na klientów. Marże kredytowe wzrosły. Oprocentowanie depozytów spadło szybciej niż wynikałoby z polityki stóp procentowych NBP. Opłaty i prowizje rosły mimo konkurencji.
Bank to firma nastawiona na zysk. Ma obowiązki wobec akcjonariuszy. Gdy rośnie koszt (w tym przypadku – podatek), szuka sposobu na jego zrekompensowanie. Klient jest najprostszym źródłem.
Bank może podnieść prowizje za przelewy, opłaty za karty, marże kredytów lub obniżyć oprocentowanie depozytów. Każda z tych ścieżek zwiększa przychód banku kosztem klienta. NBP i KNF w opiniach do ustawy wprost wskazują na ten mechanizm.
Ścieżki przerzucania kosztów różnią się widocznością. Podwyżka opłaty za kartę o 5 zł miesięcznie jest łatwa do zauważenia. Wzrost marży kredytowej o 0,15 p.p. – trudniejszy do wychwycenia bez porównania ofert. Obniżenie oprocentowania lokaty o 0,3 p.p. ginie w szumie zmian rynkowych.
Banki preferują ścieżki mniej widoczne. Marże kredytowe rosną stopniowo, rozłożone w czasie. Oprocentowanie depozytów spada „zgodnie z warunkami rynkowymi”. Nowe opłaty wprowadzane są przy okazji aktualizacji cenników, które mało kto czyta.
Efekt jest rozproszony. Pojedynczy klient nie zauważa, że płaci więcej „z powodu CIT”. Widzi tylko, że bank podniósł opłatę za przelew ekspresowy albo że lokata daje mniej niż rok temu.
NBP i KNF w oficjalnych opiniach do projektu ustawy stwierdzają, że wyższy CIT „przełoży się zapewne na wzrost cen usług bankowych”. Obie instytucje ostrzegają przed ograniczeniem akcji kredytowej i wzrostem kosztu kapitału.
Opinia NBP nie pozostawia wątpliwości co do kierunku zmian. Bank centralny, który ma wgląd w dane całego sektora, przewiduje wzrost cen usług bankowych. Pierwsza wiceprezes NBP publicznie ostrzegała przed konsekwencjami podwyżki.
KNF – instytucja odpowiedzialna za nadzór nad stabilnością sektora – podziela te obawy. W opinii do projektu wskazuje na ryzyko ograniczenia akcji kredytowej, szczególnie w segmentach niskomarżowych i długoterminowych. Kredyty hipoteczne, kredyty dla małych firm, kredyty inwestycyjne – te produkty mogą stać się trudniej dostępne.
Obie instytucje są niezależne od rządu i sektora bankowego. Ich stanowisko ma charakter techniczny, nie polityczny. To wzmacnia wiarygodność ostrzeżeń.
Najbardziej narażone na podwyżki są – opłata za prowadzenie konta, prowizja za przelewy do innych banków, opłata za kartę debetową i kredytową, prowizja za wypłatę z obcego bankomatu. Banki mogą też wprowadzać nowe opłaty lub zaostrzać warunki zwolnienia z prowizji.
Przelewy zewnętrzne to obszar, gdzie banki mają sporą swobodę. Klient wykonuje je rzadziej niż przelewy wewnętrzne, więc podwyżka mniej boli. Jednocześnie generuje stały przychód.
Karty płatnicze – zarówno debetowe, jak i kredytowe – to kolejny cel. Opłata za wydanie karty, opłata roczna, opłata za wznowienie. Banki mogą też podnosić prowizje za przewalutowanie przy płatnościach zagranicznych.
Nowym trendem może być wprowadzanie opłat za usługi dotąd bezpłatne. Powiadomienia SMS, dostęp do historii transakcji, wyciągi w formacie PDF – wszystko to ma potencjał monetyzacji.
Konta bez opłat prawdopodobnie pozostaną, ale warunki ich utrzymania mogą się zaostrzyć. Banki mogą wymagać wyższych wpływów miesięcznych, większej liczby transakcji kartą lub korzystania z dodatkowych produktów.
Model „konto za 0 zł przy spełnieniu warunków” jest standardem na polskim rynku. Banki konkurują o klientów, oferując zwolnienie z opłaty za prowadzenie konta. Warunkiem bywa wpływ wynagrodzenia (np. minimum 1000-2000 zł miesięcznie), określona liczba transakcji kartą (np. 5-10 w miesiącu) lub korzystanie z innych produktów (ubezpieczenie, lokata).
Po podwyżce CIT banki mogą podnieść progi. Zamiast 1000 zł wpływu – 1500 zł. Zamiast 5 transakcji kartą – 8. Zamiast jednego produktu dodatkowego – dwóch.
Efekt: więcej klientów nie spełnia warunków i zaczyna płacić za konto. Bank zwiększa przychody bez formalnej podwyżki cennika.
Banki mogą obniżać oprocentowanie depozytów, aby zrekompensować wyższy podatek. Przy lokacie 50 000 zł spadek oprocentowania o 0,5 p.p. oznacza około 250 zł mniej odsetek rocznie (przed podatkiem Belki).
Depozyt to koszt dla banku. Bank płaci klientowi odsetki, żeby pozyskać środki do udzielania kredytów. Gdy rosną inne koszty (podatek), bank szuka oszczędności. Obniżenie oprocentowania depozytów to jeden ze sposobów.
Oprocentowanie lokat w Polsce już teraz nie zachwyca. W 2024 roku standardowe lokaty terminowe oferowały 3-5% w skali roku. Po uwzględnieniu podatku Belki (19%) i inflacji – realna stopa zwrotu bliska zeru lub ujemna.
Dalsze obniżanie oprocentowania pogarsza sytuację oszczędzających. Pieniądze „na lokacie” tracą siłę nabywczą szybciej niż w scenariuszu bez podwyżki CIT.
Depozyt to koszt dla banku – musi za niego płacić odsetki. Przy wyższym podatku bank szuka oszczędności. Obniżenie oprocentowania lokat o 0,3-0,5 p.p. dla całego portfela depozytów daje znaczące kwoty.
Portfel depozytów dużego banku to setki miliardów złotych. Obniżenie średniego oprocentowania o 0,1 p.p. generuje oszczędności rzędu setek milionów złotych rocznie. Przy 0,5 p.p. – miliardy.
Klient indywidualny nie zauważa skali. Widzi, że jego lokata 30 000 zł daje 100 zł mniej odsetek rocznie. Kwota nieduża. Ale pomnożona przez miliony klientów – potężna suma dla banku.
Mechanizm jest subtelny. Bank nie ogłasza: „obniżamy oprocentowanie z powodu CIT”. Po prostu aktualizuje ofertę. Klient przyjmuje to jako naturalny ruch rynkowy.
Alternatywy dla lokat bankowych to obligacje skarbowe (indeksowane inflacją lub stałoprocentowe), fundusze rynku pieniężnego, konta oszczędnościowe z promocyjnym oprocentowaniem. Wybór zależy od horyzontu czasowego i akceptacji ryzyka.
Obligacje skarbowe – zwłaszcza indeksowane inflacją (seria COI, EDO) – oferują ochronę przed utratą siły nabywczej. W pierwszym roku oprocentowanie stałe, potem indeksacja inflacją plus marża. Minimalny horyzont: 4-10 lat w zależności od serii.
Fundusze rynku pieniężnego to alternatywa dla krótkoterminowych oszczędności. Inwestują w bezpieczne instrumenty (bony skarbowe, krótkie obligacje). Oprocentowanie zbliżone do lokat, ale bez gwarancji kapitału.
Konta oszczędnościowe z promocyjnym oprocentowaniem – banki czasami oferują 6-7% na pierwsze miesiące dla nowych klientów. Warunkiem jest zwykle aktywne korzystanie z konta. Po okresie promocji oprocentowanie spada do standardowego poziomu.
Po podwyżce CIT łączne obciążenie fiskalne polskich banków (CIT + podatek bankowy) przekroczy 40% zysku brutto. To jeden z najwyższych poziomów w Unii Europejskiej. Dla porównania: standardowy CIT w Polsce dla innych firm wynosi 19%.
Podatki bankowe funkcjonują w kilku krajach UE. Węgry stosują agresywną politykę fiskalną wobec sektora finansowego – łączne obciążenie sięga tam 50-60% zysku. Austria i Szwecja mają podatki bankowe, ale niższe niż polski.
Niemcy nie mają dedykowanego podatku bankowego poza składką na fundusz restrukturyzacyjny. Standardowy CIT (Körperschaftsteuer) wynosi około 30% z uwzględnieniem podatków lokalnych, ale dotyczy wszystkich firm, nie tylko banków.
Polska po zmianach plasuje się w górnej części stawki europejskiej. Sektor bankowy płaci tu proporcjonalnie więcej niż w większości krajów zachodnioeuropejskich.
Podatki bankowe funkcjonują m.in. na Węgrzech, w Austrii i Szwecji. Polska po zmianach będzie miała jedno z najwyższych łącznych obciążeń. Węgry stosują agresywną politykę fiskalną wobec sektora finansowego, ale tamtejszy rynek ma inną strukturę.
Porównania międzynarodowe są jednak ograniczone. Struktury podatkowe różnią się między krajami. Węgierski podatek bankowy ma inną konstrukcję niż polski. Sytuacja makroekonomiczna, poziom rozwoju sektora, konkurencyjność – wszystko wpływa na efekty regulacji.
Argumenty rządu o „solidarności sektorowej” i „opodatkowaniu rekordowych zysków” funkcjonują też w innych krajach. Argumenty branży o przerzucaniu kosztów na klientów – również.
Polska nie jest odosobnionym przypadkiem. Jest częścią szerszego trendu zwiększania obciążeń fiskalnych dla sektora finansowego w Europie.
Ministerstwo Finansów argumentuje, że banki mają rekordowe zyski i udźwigną wyższy podatek. NBP, KNF i ZBP ostrzegają przed przerzuceniem kosztów na klientów i gospodarkę. Obie strony mają częściowo rację – banki są rentowne, ale część obciążenia trafi do klientów.
Spór ma charakter zarówno techniczny, jak i polityczny. Rząd potrzebuje pieniędzy na wydatki. Banki bronią rentowności. Klienci są w środku.
Fakty są takie: banki rzeczywiście notują rekordowe zyski. Rentowność kapitału własnego (ROE) sektora sięga 12-15%. To więcej niż średnia dla europejskich banków. Argumenty MF o zdolności sektora do poniesienia wyższego podatku mają podstawy.
Jednocześnie: historia pokazuje, że banki przerzucają obciążenia fiskalne na klientów. Podatek bankowy z 2016 roku przełożył się na wyższe marże i opłaty. Mechanizm jest udokumentowany.
Resort finansów wskazuje na rekordowe zyski sektora bankowego, wysoką rentowność kapitału (ROE) i potrzeby budżetowe – finansowanie wydatków społecznych i obronności. Podkreśla też tymczasowy charakter najwyższej stawki 30%.
MF argumentuje, że sektor bankowy ma „ponadprzeciętną rentowność” w porównaniu z innymi branżami. Wysokie stopy procentowe NBP w latach 2022-2024 zwiększyły przychody odsetkowe banków. Zyski rosły szybciej niż w większości sektorów gospodarki.
Argument o charakterze tymczasowym: stawka 30% obowiązuje tylko przez rok. Potem spadek do 26% i 23%. Resort przedstawia to jako „solidarność w trudnych czasach”, nie trwałą zmianę systemu.
Potrzeby budżetowe są realne. Wydatki na obronność rosną (cel 4% PKB). Programy społeczne wymagają finansowania. Deficyt budżetowy jest wysoki. Dodatkowe wpływy z CIT bankowego – szacowane na kilka miliardów złotych rocznie – pomagają domknąć budżet.
Związek Banków Polskich wskazuje, że łączna efektywna stopa opodatkowania przekroczy 40%, co „w sposób trwały” obniży rentowność i zdolność do finansowania gospodarki. Fundacja FOR ocenia podwyżkę jako „bardzo zły pomysł”, który ostatecznie obciąży wszystkich Polaków.
ZBP reprezentuje interesy banków – to trzeba mieć na uwadze. Ale argumenty są konkretne: efektywna stopa 40%+ oznacza, że z każdej złotówki zysku bank oddaje państwu 40 groszy. Pozostaje 60 groszy na dywidendy dla akcjonariuszy i wzmocnienie kapitału.
Niższy kapitał oznacza mniejszą zdolność do udzielania kredytów. Mniejsza akcja kredytowa oznacza wolniejszy wzrost gospodarczy. Efekt jest rozłożony w czasie i trudny do wyizolowania, ale realny.
Fundacja FOR – think-tank ekonomiczny – wskazuje na mechanizm przerzucania kosztów. Część podatku zapłacą klienci (wyższe opłaty, marże). Część akcjonariusze (niższe dywidendy, spadek wartości akcji). Część gospodarka (mniej kredytów). „Ostatecznie obciąży wszystkich Polaków” – to teza FOR.
Opcje obejmują: porównanie cenników banków i ewentualną zmianę konta, rozważenie kredytu hipotecznego przy obecnych marżach (jeśli planujesz), przeniesienie części oszczędności do obligacji skarbowych. Żadna z tych decyzji nie powinna być podejmowana wyłącznie z powodu CIT.
Proaktywne podejście może ograniczyć wpływ zmian na twoje finanse. Ale panika nie jest wskazana. Podwyżki opłat bankowych to kilkadziesiąt-kilkaset złotych rocznie. Istotne, ale nie życiowo zagrażające.
Najważniejsze: świadomość mechanizmu. Gdy bank podniesie ci opłatę za kartę o 3 zł – wiesz, że to częściowo efekt podwyżki CIT. Możesz szukać alternatyw.
Częściowo tak. Banki różnią się polityką cenową i niektóre mogą wolniej podnosić opłaty. Porównaj cenniki kilku banków przed decyzją. Pamiętaj o kosztach zmiany – nowy numer konta, aktualizacja zleceń stałych, ewentualna utrata promocji.
Zmiana banku ma sens, jeśli obecne warunki są niekorzystne. Porównaj: opłatę za konto, prowizje za przelewy, oprocentowanie konta oszczędnościowego, warunki karty.
Narzędzia do porównywania ofert są dostępne online. Rankingi kont, kalkulatory opłat – pozwalają oszacować roczny koszt utrzymania konta w różnych bankach.
Koszt zmiany: konieczność aktualizacji numeru konta u pracodawcy, dostawców usług, urzędów. Czasochłonne, ale jednorazowe. Jeśli oszczędzasz 200 zł rocznie – zwraca się w ciągu roku.
Sprawdź marżę (porównaj oferty minimum 3 banków), warunki jej podwyższenia w trakcie umowy, opłaty dodatkowe (prowizja za udzielenie, ubezpieczenia, wycena). Negocjuj – przy dobrym profilu kredytowym banki ustępują o 0,1-0,2 p.p. marży.
Marża to twój główny obszar negocjacji. Różnica między ofertami banków może sięgać 0,3-0,5 p.p. Przy kredycie 400 000 zł na 25 lat – to dziesiątki tysięcy złotych różnicy.
Cross-selling: banki oferują niższą marżę w zamian za dodatkowe produkty (ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie nieruchomości, konto firmowe). Przelicz, czy te produkty są ci potrzebne i ile kosztują. Czasem „niższa marża” jest droższa w całkowitym rozrachunku.
Opłaty jednorazowe: prowizja za udzielenie kredytu (0-3% kwoty), wycena nieruchomości (500-1500 zł), opłata przygotowawcza, ubezpieczenie pomostowe. Sumuj wszystkie koszty, nie tylko marżę.